Przesłuchanie Walentego

Lutek Lutowski, dziennikarz śledczy specjalizujący się w sprawach miłosnych, postanowił spotkać się z Walentym i raz na zawsze uciąć wszelkie spekulacje oraz wyjaśnić całe to zamieszanie wokół Dnia Zakochanych. Skąd wzięła się tradycja wręczania sobie miłosnych kartek? Jakimi prezentami Walenty obdarowałby ukochaną, gdyby tylko miał wifi?

Lutowski: Panie Walenty, kim pan jest z zawodu?
Walenty: wyuczyłem się na lekarza…

Lutowski: O! Dermatologa może? Bo widzi Pan mam tu takie znamię w kształcie serca…
Walenty: nie, nie dermatologa – zwykłego lekarza rodzinnego. Ale to i tak nieważne, bo z powołania zostałem duchownym.

Lutowski: Ach, to szkoda… To znaczy nie to szkoda, że duchownym Pan został, tylko szkoda, że nie jest Pan tym dermatologiem, bo to znamię… Nieważne zresztą! Mamy III w. n e., jesteśmy w Cesarstwie Rzymskim, którym rządzi Cesarz Klaudiusz II Gocki. Jak ocenia Pan cesarza?
Walenty:
Cesarza nie mnie oceniać – historia go oceni. Ale prywatnie panu powiem, że okrutny z niego władca. Zero polityki prorodzinnej, tylko wojny, wojenki, bitwy i bitewki…

Lutowski: Aż tak?!
Walenty: Aż tak! Proszę sobie wyobrazić, że zakaz wydał, żenić się zabronił młodym mężczyznom… Równie dobrze mógł im zakazać oddychania!

Lutowski: Jak argumentował ów zakaz?
Walenty: Że niby zakochani będą gorszymi żołnierzami, bo zamiast o wrogu – o miłości do żonki będą myśleć… A to przecież młodzieńcy, 18 lat to piękny wiek, by się zakochać! Zakaz obowiązywał do 37 roku życia! Najlepsze lata… Marność, wszystko marność…

Lutowski: Jak się Pan zachował w tej sytuacji?
Walenty:
Podjąłem jedyną decyzję jaką mogłem podjąć w tej sytuacji – zignorowałem zakaz i błogosławiłem śluby młodych legionistów. Oni kochali, chcieli być kochani, chcieli zakładać rodziny… Nie mogłem postąpić inaczej!

Lutowski: spotykamy się w więzieniu, w przeddzień Pana egzekucji… Nie żałuje Pan swojej decyzji?
Walenty:
nie, nie żałuję! Z dwóch powodów: po pierwsze – pomogłem setkom młodych, zakochanych ludzi, a po drugie – no cóż… Sam się zakochałem!

Lutowski: ale w kim? Rozglądam się i wokół widzę samych strażników… Chyba nie zakochał się Pan w strażniku?
Walenty: (śmiech) nie, nie w strażniku, choć był pan blisko. Olśniła mnie córka mojego strażnika. Piękna, na wskroś dobra i do niedawna niewidoma kobieta…

Lutowski: jak to „do niedawna”?
Walenty:
a tak to, że narzeczona wzrok odzyskała!

Lutowski: czy to możliwe? Jak to się stało?
Walenty:
odpowiedzią jest miłość drogi Panie. Miłość może wszystko – daje nadzieję, uskrzydla, rozświetla nawet tak ponurą celę jak ta moja, nadaje sens minutom, godzinom i dniom, leczy duszę i… oczy, jak widać!

Lutowski: co teraz?
Walenty: teraz… cóż. Ostatni posiłek, ostatnie spojrzenie w oczy ukochanej, być może uda mi się skraść ostatni pocałunek…

Lutowski: czy mogę spełnić jakieś Pana ostatnie życzenie, Panie Walenty?
Walenty: O tak, mam jedna prośbę. Napisałem list do mojej ukochanej (zamachał przed nosem Lutka kartką podpisaną „Twój Walenty”, którą następnie jął składać na cztery) – zechciałby pan redaktor być moim osobistym doręczycielem i przekazać tę pisaninę kobiecie mego serca?

Lutowski: przekażę, oczywiście!
Walenty:
dziękuję, z całego serca dziękuję… Wszystko bym jej dał, gdybym tylko mógł. Obsypał ją prezentami…

Lutowski: proszę sobie wyobrazić, że za tysiąc, może dwa tysiące lat ludzie będą mogli kupować prezenty nie ruszając się z miejsca, płacić za nie, a nawet wręczać na odległość…
Walenty:
ale jak to? Tak z celi na przykład? Ja tutaj, ona tam i nagle prezent?

Lutowski: no tak właśnie…
Walenty:
cóż by to było za udogodnienie! Podarowałbym jej jakiś wyjątkowy prezent [LINK], albo kilka wyjątkowych – zasługuje na wszystko! Kąpiele w olejkach, egzotyczne masaże, romantyczną kolację we dwoje i tańce lub teatr. Ech, rozmarzyłem się.

Lutowski: musimy już kończyć, kolację Panu niosą. Niech Pan będzie dzielny, Panie Walenty!
Walenty:
Będę! Mam miłość w sercu – niczego więcej mi nie trzeba. Dziękuję i proszę nie zapomnieć o liście…

Walenty został stracony 14 lutego 269 roku.
Lutowski przekazał jego ukochanej list, otarł łzy, które spłynęły z widzących oczu niewiasty i obiecał sobie, że zrobi wszystko, by pamiętano o tym niezwykłym człowieku.
Walenalia, Walentynalia, Walenty… WALENTYNKI!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *